ROWEREM NA UKRAINĘ DO BIŁKI SZLACHECKIEJ
STRONA GŁÓWNA
CZĘŚĆ PIERWSZA
DZIEŃ 4 : Żegnamy gościny Zborów ,po spakowaniu sakw ,zwinięciu namiotów wyruszamy do Dębicy .W Dębicy mamy mieć 
nocleg u rodziny Krzysztofa .Trasa jest dość ciężka - wiele długich podjazdów i karkołomne zjazdy .Coraz częściej większość z 
nas prowadzi rowery pod górkę .Trudy podróży dają się we znaki .Docieramy wreszcie do Dębicy.Rodzina Krzysztofa przyjęła 
nas niezwykle serdecznie i gościnnie .Tak gościnnych ludzi dawno nie widziałem ,czekała nas tam gorąca kąpiel i wspaniale  
zastawiony stół .Każdy z nas miał dla siebie łóżko .Chciałbym im podziękować za takie przyjęcie i tak niezwykłą gościnnośc.Rank
iem wyruszamy dośc pózno .Olę boli ząb - Pani Domu ,bierze samochód i jedzie z Olą do dentystki .Po śnadaniu Pani Domu daje 
nam prowiant na drogę i około 11 rano - wyruszamy w dalszą drogę.
Żegnani przez gościnną rodzinę - zaopatrzeni na drogę ,wyspani -wyruszamy w dalszą trasę.Pan Domu odprowadza nas na 
rowerze przez Dębicę.Jednak dzień dzisiejszy można nazwać natrudniejszym z całej trasy.Górki są coraz większe i podjazdy coraz 
dłuższe .Jesteśmy dosłownie oblepieni potem ,który spływa z nas strumieniami.Ale za to zjazdy z góry są niezwykłe ,ciągną się po 
kilka kilometrów .Szybkości osiągane są dośc duże ,Tomek na swoim liczniku zanotował szybkość 80 km na godz.Ja nie byłem 
tak odważny i moje osiągi prędkości były mniejsze.Często odpoczywamy -pod wieczór docieramy do wsi Barycz ,szukając noclegu
  znowu trafiamy na niezwykłą gościnnośc .Za niewielką opłatą  od osoby -nocujemy u Stanisława i Ireny Adamów .Gospodarze to 
niezwykli ludzie - udostępniają nam swe pokoje i łazienkę .Gospodarz ,który często jeżdzi na Ukrainę udziela nam rad a także 
pozwala skorzystać z internetu.Wieczorem rozmawiamy o Ukrainie ,granicy .
Póżnym rankiem żegnani przez gościnną rodzinę, Pana Stanisława i jego żonę Irenę ,wyruszamy w dalszą drogę do Medyki.Trasa 
także trudna ale łatwiejsza niż dzień wcześniej .Docieramy do Przemyśla -pamiątkowe zdjęcie przed znakiem ,obiad w zajeżdzie i da
lej w drogę .
Zbliżamy się do granicy 
Przed granicą gorączkowa narada co robić szukać noclegu po polskiej stronie ,czy jechać do granicy .Zdecydowała druga opcja i 
ruszamy w kierunku granicy .Ja trochę z duszą na ramieniu - nasłuchałem się o tej "granicy" o celnikach o łapowkarstwie.Ale 
jedziemy ,pojawiają się kolejki tirów - kierujemy się na przejście samochodowe .Krzysztof idzie zapytac polskich pograniczników 
czy na przepuszczą .Polacy wyrażają zgodę ale musza zadzwonić do Ukraińców -ci jednak odmawiają i musimy udać się na 
przejście dla pieszych.Wzbudzamy wśród "mrówek" czyli drobnych handlarzy papierosami małą sensację.Kupujemy hrywny =jedna 
sztuka 60 gr. Nie bardzo wiem ile kupić ,krótka chwila namysłu i kupuję za 150 zł.Idziemy do przejścia dla pieszych .Polską stronę 
granicy mineliśmy bez problemów i zbliżamy się do Ukraińskiej strony.Mijamy dwie duże grupy "mrówek" pojawia się strażnik 
ukraiński i rozdaje karteczki do wypełnienia .Należy tam wpisać nazwisko,imię dokąd jedziemy ,cel wizyty.Nie bardzo wiem jak to 
wypełnić ale w takim tłumie zawsze się znajdzie ktoś uczynny i pomoże.
Stoimy przed przejściem ukraińskim humory na razie jak widać dopisują .Nie wiemy jeszcze że za chwile czeka nas horor jak z 
czarnych scenariuszy filmowych.Otóż zmienili się strażnicy ukraińscy i pewnie za cichym przyzwoleniem nowego pogranicznika 
,ruszył na nas tłum kilkaset "mrówek".W jednej chwili zostaliśmy zablokowani - nie mogliśmy się ruszyć rowerami a tłum dalej 
napierał na nas.Przeminęł strach przed granicą a powstała w nas złośc .Dziewczyny zaczęły wyzywać tłum " Wy nie jesteście 
Polacy ,tylko banda -jak się zachowujecie jak stado świń' .Tomek najsilniejszy z grupy ,uprawiający sporty obronne ,jak skoczył do
 podpitego gościa ,który cos tam bełkotał na nasz temat.Myślałem że go przerzuci przez płot -facet pobladł i się cofnął.Tłum zaczął 
sie powoli uspokajać -nasza zdecydowana reakcja zrobiła swoje i wśród " mrówek" zaczęły się pojawiać głosy rozsądku.Powoli 
zaczęliśmy się przebijać do przejścia .Po kilkunastu minutach byliśmy już na ukraińskiej stronie.Celnicy ukraińscy nawet nas nie 
kontrolowali tylko patrzyli na nas z zaciekawieniem.Myślę że to była ich sprawka - chcieli sie trochę zabawić .Oddali nam 
paszporty .Powoli wjeżdzamy na ukraińską stronę.Wtem Ania przewraca sie i kaleczy kolano -rana na szczęście niegrożna - Tomek 
udziela jej pierwszej pomocy.
Spotykamy naszych gospodarzy z wsi Barycz,którzy byli na drobnych zakupach po ukraińskiej stronie.Po krótkiej rozmowie 
-żegnamy się i szukamy noclegu .Znajdujemy motel ukraiński około 2 km od granicy.Są wolne pokoje -decydujemy się tam 
przenocowac a rano wyruszyć do Biłki .Rowery gospodarze zamykają do garażu mają tam ochroniarzy z bronią.oraz dwa potężne 
wilczury.Za nocleg płacę 50 zł ,i w sklepie kupuję 2 piwa lwowskie na spróbowanie i żeby przepłukać gardło ,na wieczór kupujemy 
07-litra kolorowej ukraińskiej wódki i po kąpieli na dworze wspólnie wypijamy opowiadając swe przeżycia z podróży.Ukraińcy w 
sklepie i ochroniarze znają wiele słow polskich tak że spokojnie można się dogadać.Pytam ochroniarza czy napije się piwa 
-oświadcza że mu nie wolno.Około północy idziemy spać.Noc przemineła spokojnie -jesteśmy wyspani zakupy w sklepie - kupując 
w sklepie mam wrazenie że Ukraińcy nas skubią niemilosiernie.Gdyż ceny są większe niż w Polsce.Dopiero dalej w głąb Ukrainy 
ceny są bardzo przystepne dla polskiej złotówki.
CZĘŚĆ TRZECIA